piątek, 30 listopada 2018

Podziękowaniem był ten niewinny pocałunek - taki był plan


Po tym wszystkim rozstaliśmy się na pół roku. Nie wiem, co sobie myślałam - zawsze powtarzałam, że nigdy nie zrezygnuję ze stabilizacji, by przez chwilę poczuć się dobrze. Okazało się, że mój narzeczony wiedział również o tej nocy, kiedy spał u nas Krystian. Wtedy mi jeszcze zależało, głównie dlatego to ukrywałam i byłam zaskoczona, kiedy mi to wykrzyczał. Nie chciałam, by do tego doszło i nie wyszło to ode mnie, co miałam zrobić? Jak miałam zareagować? Krzyknąć, by się obudził, zostawił mnie przed ślubem, pobił go i miał potem jakieś konsekwencje prawne? Czułam się okropnie po tej nocy, ale uznałam, że najlepiej było mi to przemilczeć i przełknąć w ciszy - biorąc pod uwagę nasze szczęście. Od tamtej pory rzadziej uprawialiśmy seks, bo miałam wyrzuty sumienia. Zaczęło się psuć, zaczęły się coraz większe kłótnie.

Ten kolega z pracy był kimś, kogo nie obchodziło to wszystko - nie powiedziałam mu o tym, ale nie mógł mieć pretensji, w końcu wcześniej się nie znaliśmy. Fajnie nam się rozmawiało, był miły, podwoził mnie z pracy do domu, słuchaliśmy tej samej muzyki, był zaradny i tak dalej. Zaczęłam dostrzegać w nim to, czego brakowało mi w narzeczonym. Ciągle się sprzeczaliśmy, wyzywaliśmy. Jak jesteś na kogoś wściekła, to w przypływie emocji robisz naprawdę idiotyczne rzeczy. Mi było łatwiej... w końcu po tej nocy z Krystianem już i tak było po wszystkim. Ten pocałunek z Pawłem z pracy był zupełnie niewinny - typowa reakcja na brak zrozumienia ze strony partnera i brak uczuć - w końcu od dłuższego czasu nie całowaliśmy się zbyt często. Poczułam się dla kogoś atrakcyjna, doceniona. Brak seksu na co dzień sprawił, że sytuacja w samochodzie mnie podnieciła. Mój narzeczony niczego nie doceniał, byliśmy w "separacji", więc chciałam podziękować komuś, kto był cały ten czas i... cały ten czas doceniał - to było dla mnie zupełnie nowe uczucie. Takie, o którym już dawno zapomniałam. 

Podziękowaniem był ten niewinny pocałunek - taki był plan

Podziękowaniem był ten niewinny pocałunek - taki był plan, chciałam mu zrobić na złość. Doszło do tego pożądanie, zaniedbanie i podniecenie... i nie mogłam się powstrzymać, by nie rozpiąć mu tych spodni. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Lubiłam seks oralny. Może to dziwne, ale wiecie już przecież, że zaczęłam właśnie od niego, nie od klasycznego seksu. Lubię, kiedy mam go w ustach... kiedy jest duży i wypełnia mnie całą. Jak nie mogę złapać oddechu. Jak facetowi jest tak dobrze, że łapie mnie za włosy, jakby chciał powiedzieć: "Tu jest Twoje miejsce, błagam, nie przestawaj, rób to dalej". 

Rozmawiałam kiedyś z narzeczonym o trójkątach - tak w sferze fantazji. Doszliśmy do tego, że lubimy pofantazjować, ale nigdy nie odważymy się na to w realnym życiu, bo zaprzepaścimy związek - cóż, po tych wydarzeniach już chyba nie da się go zaprzepaścić bardziej. Ale do rzeczy. Powiedziałam wtedy, że w tych fantazjach zawsze jest z przodu, bo seks oralny to coś, co chciałabym zostawić tylko dla niego. I robić to z miłości.

Problem w tym, że wtedy w samochodzie myślałam, że zakochałam się w tym koledze z pracy. Obciągnęłam mu w samochodzie pod blokiem. Okazało się, że karma jednak wraca - po niecałych dwóch miesiącach wszystko się rozpadło, a ja zostałam z niczym. Dodatkowo on okazał się świnią, która nagrała filmik i wysłała go mojemu byłemu, kiedy chciałam to jakoś poukładać.

Wszystko się pochrzaniło. Z byłym narzeczonym widywałam się na uczelni. Parę razy o tym rozmawialiśmy i tłumaczyłam, że żałuję... że to pomyłka. Ale chyba niełatwo było nam zacząć od nowa. Mieliśmy jednak kontakt koleżeński. Z czasem przestał przy każdej rozmowie przypominać mi o tym wszystkim i gadało nam się lepiej niż kiedykolwiek.

czwartek, 22 listopada 2018

"Zakochałam się, co mam zrobić?" - z kolegą w samochodzie

Dobre nastroje towarzyszyły nam przez jakieś dwa miesiące. Niewiele się działo - poza zwyczajnym seksem. Pieprzyliśmy się w łazience, w wannie na działkowym trawniku i w lesie. Wracając do mieszkania, próbowaliśmy wszystkiego, co się dało, by seks był jeszcze ciekawszy. Wszystko uległo zmianie, kiedy moja narzeczona zmieniła pracę.

Dwa tygodnie później mocno się pokłóciliśmy - za sprawą kolegi, który od tygodnia ją podwoził do domu.

- Zakochałam się, co mam zrobić?
- Zakochałaś się?! Czy Ty jesteś nienormalna? Znasz go dwa tygodnie!
- Nie mam na to wpływu... słuchamy tej samej muzyki, dobrze nam się rozmawia.
- Po prostu nie wierzę. Wiesz co? Jebać tę robotę, dzisiaj się pakuję!
- Pakujesz się? Chcesz mnie zostawić samą z opłatami?
- Gówno mnie to obchodzi. Ty o mnie nie myślisz, jesteś żałosna!

Rozpłakała się, a ja nie odezwałem się ani razu, dopóki nie zabrałem walizki i nie trzasnąłem drzwiami.
Kilka dni później wypiłem zdecydowanie za dużo i postanowiłem do niej zadzwonić. Zaczęło się od wyzwisk.

- Jest prawie północ. Dopiero się rozstaliśmy, a Ty już zostajesz u niego na noc?!
- Bez obaw, tylko czekamy aż wróci jego mama, by mógł mnie odwieźć.
- Co?! Nie możesz jechać, kurwa, autobusem?! Ty dziwko!
- Tylko siedzimy, uspokój się!
- Może nie tym tonem, co? - usłyszałem jego głos w słuchawce.
- Zamknij się, cipko, nie z Tobą rozmawiam. Daj jej spokój!
- To Ty daj nam spokój - odpowiedział.
- Ja? To Ty wpieprzasz się w nasze życie, gnoju! 

Przerwane połączenie. Próbowałem zadzwonić jeszcze kilka razy, ale wyłączyła telefon.
Wiedziałem, że przegiąłem, ale jak zachowalibyście się w takiej sytuacji? To się w głowie nie mieści. 

Kolejny tydzień przyniósł obietnice, że do niczego nie doszło i niepotrzebnie się złościłem. Nie wierzyłem w to, ale te słowa mnie mimo wszystko uspokoiły. Pisaliśmy ze sobą kilka dni, a potem znów coś pękło i skończyło się ostrzejszą wymianą argumentów. Doszedłem do wniosku, że jeżeli mogę coś zrobić, by ratować nasz związek, muszę zrobić to teraz. Postawiłem ją przed faktem dokonanym - zadzwoniłem, kiedy byłem w drodze do "naszego" mieszkania. Odebrała za którymś razem, była mocno zdenerwowana, ale wyszła po mnie na dworzec i ucieszyła się na mój widok. Po drodze kupiłem kwiaty i przeprosiłem za te wszystkie wyzwiska. Nadal twierdziła, że między nią, a nim do niczego nie doszło. Że to było zauroczenie, a nie miłość i dopiero po czasie to zrozumiała. Że nie mają ze sobą kontaktu. 

Spędziliśmy kilkanaście godzin rozmawiając o tym wszystkim. Pozwoliła mi zostać na noc, byśmy dokończyli rano. Wcześniej musiała wyjść na spotkanie integracyjne. Nie było jej jakieś trzy godziny. Kiedy wróciła, leżałem w łóżku - postanowiłem nie robić afery, bo przez cały ten czas mieliśmy kontakt smsowy. Była pijana, więc dała mi całusa w usta i położyła się w drugim końcu łóżka. Czułem jej zapach. Byłem bardzo stęskniony. Przysunąłem się bliżej i przesunąłem ustami po karku. Odwróciła głowę i pocałowała mnie z języczkiem. Całowaliśmy się tak przez dłuższą chwilę. Było widać, że alkohol pozytywnie wpłynął na jej nastrój. Złapałem ją za tyłek i zsunąłem majtki. Wszedłem od tyłu. Początkowo byłem delikatny. Widać było, że właśnie na to miała teraz ochotę. Wstaliśmy z łóżka. Pozwoliłem jej się oprzeć o krzesło. Rżnęliśmy się przy oknie balkonowym, kiedy pod blok podjechał znajomy samochód.

- To on.
- Widzę. Mówiłaś, że to koniec Waszej znajomości...
- Mm... bo tak jest - odpowiedziała, jednocześnie pojękując.
- No okej... powiedzmy.

Po kilku sekundach zapalił się jej telefon. Wciąż nadziewając się na mojego kutasa, złapała go i odpisała: "Daj nam porozmawiać". Rżnąłem ją coraz mocniej. Miałem tylko nadzieję, że on to zobaczy. Jezu, była taka piękna - nie mogłem oderwać wzroku od jej cudownego tyłka. Zrobiła się bardzo mokra. Jęczała jak rasowa suka. Złapała mnie za pośladki - tak, jakby błagała mnie o to, bym wchodził w nią jeszcze mocniej. Pochyliłem ją do przodu jeszcze bardziej. Po kilku minutach nie wytrzymałem i zalałem ją bez wyrzutów. Przez chwile patrzyłem jak z dziurki wycieka cieniutka stróżka spermy. Oblizała usta, odwróciła się i wtuliła mnie mocno. Zasnęliśmy razem.

Rano rozmawialiśmy przez chwilę - wieczorny seks zdecydowanie wpłynął na przebieg rozmowy. Martyna szykowała się do pracy, nastroje mieliśmy zdecydowanie lepsze niż zwykle. Kątem oka zauważyłem, że odpisuje na smsa.

- Kto to?
- Koleżanka z pracy.
- Aha.
- No co?
- No nic.
- Nie martw się, to nie on - odpowiedziała.

Kiedy wyszła, popędziłem na dworzec i wróciłem do siebie. Wciąż potrzebowaliśmy trochę czasu, by przemyśleć pewne sprawy. Dużo rozmawialiśmy przez telefon. 

"Zakochałam się, co mam zrobić?" - z kolegą w samochodzie


Któregoś wieczoru otrzymałem powiadomienie. Nowy e-mail zatytułowany: "Pozdrawiamy". Pobrałem  i odpaliłem załącznik - było to nagranie video.

Martyna u niego w samochodzie. Po krajobrazie wnioskowałem, że to maksymalnie kilkaset metrów od naszego mieszkania.

- Jezu, myślałam że się dzisiaj nie wyrobimy - powiedziała.
- Tak to niestety bywa w piątki, zawsze jest dużo roboty.

Dojechali właśnie pod blok. 

- Dzięki wielkie za podwózkę, przemokłabym do suchej nitki.
- Nie ma sprawy.
- No to do poniedziałku, kumpel!
- No, pa, Martynka!

Dali sobie buziaka na pożegnanie, jednak ów kolega wyciągnął rękę i złapał ją za włosy. Drugi buziak, tym razem w usta. Martyna uśmiechnęła się nieśmiało, po czym zaczęli się całować. Wyobrażacie to sobie? Czułem taką złość, że miałem ochotę go zabić. Filmik miał prawie 5 minut. Obejrzałem mniej niż połowę i aż bałem się tego, co zobaczę dalej. Całował moją kobietę w samochodzie pod blokiem. Od razu na myśl przyszła mi rozmowa, kiedy to przyznała, że będąc wolną, po fajnej zabawie w klubie z obcą osoba, byłaby w stanie go pocałować w ramach podziękowań za miło spędzony czas. Czy było to "podziękowanie" za podwózkę? Całowali się coraz namiętniej. Ręka Martyny przesunęła się po jego bluzie. Powędrowała niżej, od kolana po udo, by zatrzymać się pomiędzy nogami. Wciąż się całowali, a ona ściskała go raz za razem. Tą samą ręką rozpięła rozporek.

- A Tobie co się tak nagle zachciało?
- Zachciało...

Mówiąc to, przekręciła się w jego kierunku i zsunęła mu delikatnie spodnie. Rozejrzała się dookoła, po czym odgarnęła włosy na jedną stronę i pochyliła do przodu. Wzięła go nieśmiało do ust i zaczęła obciągać, spoglądając w górę i patrząc mu w oczy. Nie oponował, więc obciągała coraz bardziej zdecydowanie. Robiła to po mistrzowsku - głęboko i łapczywie - tak, jakby to był najsmaczniejszy na świecie lód. Patrzyłem na kutasa w ustach mojej narzeczonej. Nie mogłem oderwać wzroku. Brała go raz za razem. Przy 4 minucie jego ciało zaczęło się wić i miałem pewność - właśnie doszedł. Martyna wciąż delikatnie go ssała. Nie było wątpliwości - zawsze obciąga z połykiem, więc i tym razem nic się nie zmarnuje. Po kilkunastu sekundach uniosła głowę, poprawiła włosy i wytarła usta. Czarnulka dała mu raz jeszcze buziaka w policzek i otworzyła drzwi.

- No to papa! 
- Yy...

Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Miałem ochotę do niej wparować i zrobić taką awanturę, jakiej nigdy wcześniej nie widziała! Miałem ochotę łyknąć jakieś tabletki i popić wódką, by o tym nie myśleć. Byłem rozdzierany tego typu myślami - nie wiedziałem, co robić. Skończyło się na awanturze przez telefon. Nie dałem jej dojść do głosu. Powiedziałem, że już więcej mnie nie zobaczy i wyłączyłem komórkę.

Wieczór spędziłem przy wódce. Przed snem odpaliłem filmik po raz kolejny i dziwnym trafem... doszedłem przy nim dwa razy.

piątek, 16 listopada 2018

Zabawa w pociągu


Do pewnych tematów podchodziliśmy coraz swobodniej. Nie wiedziałem, co było tego przyczyną, ale układało się naprawdę nieźle - rozmawialiśmy na każdy możliwy temat. Któregoś razu jechaliśmy pociągiem i wpadłem na fajny pomysł. 

Martyna okryła się takim ogromnym szalikiem czy apaszką (ciężko stwierdzić facetowi, wyglądało to na zasłonkę). Było zimno, więc przykryła się nią prawie całkowicie. Siedziałem wtulony obok. Raz na jakiś czas mijały nas kolejni pasażerowie - zbyt zaspani, by zwracać na nas uwagę; tak sądziłem. Na zewnątrz było zimno, małymi kroczkami zbliżała się zima. Ręce trzymałem pod "narzutką" - mojej narzeczonej przydało się to dodatkowe ogrzewanie. Zresztą zawsze była strasznym zmarzluchem. Jak się dowiedziałem później, sytuacja miała miejsce jakiś czas po tym, jak nocował u nas ten kolega - siedząc w pociągu nie byłem świadomy tego epizodu, więc oboje mieliśmy dobre humory. Pokłóciliśmy się dopiero, kiedy to wyszło na jaw - zastanawiałem się wtedy, o czym myślała w tym pociągu. O mnie czy o nim?

Zabawa w pociągu


Martyna wciąż siedziała przykryta swoim wielkim "szalikiem". Wstaliśmy o 4 nad ranem, więc nie było czasu na "dobry początek dnia" - wiecie, co mam na myśli? W mojej głowie zaczęły krążyć przeróżne fantazje. Zrobiłem się twardy. Przesunąłem dłoń po jej ciepłym brzuszku. Chwilę później ta sama dłoń znalazła się na kolanie - w miejscu, gdzie kończył się szalik. Dałem jej buziaka w policzek, potem drugiego. Odwróciła się do mnie z uśmiechem i cmoknęła mnie w usta. Przesunąłem dłoń z kolana na jej krągłe udo. Gładziłem je palcami przez dłuższą chwilę. Moja dłoń powędrowała nieco dalej. Przez legginsy dało się wyczuć niemalże wszystko. Martyna ścisnęła nogi i odsunęła moją dłoń ręką.

- Oszalałeś? Zobacz, ile tu ludzi.


- To bądź cicho, niczego nie zauważą.
- Ale ja nie potrafię być cicho.

Po kilku sekundach ponowiłem próbę. Moja dłoń znalazła się pomiędzy nogami narzeczonej. Niepewnym wzrokiem rozejrzała się po wagonie i tym odsunęła ją dopiero po kilku sekundach 



- Przestań, głupku, robi mi się mokro.



Pocałowałem ją w szyję. Poczułem, że sam robię się coraz twardszy - do tego stopnia, że już nie mogłem jej tak po prostu posłuchać. Moja dłoń wróciła na swoje miejsce - tym razem skończyło się inaczej. Pod jej czarnymi, koronkowymi majteczkami. Poczułem tę swoją śliczną, wilgotną cipkę. Była naprawdę mokra. Martyna była tak podniecona, że momentalnie aż podskoczyła. Położyła swoją dłoń na mojej dłoni - znów chciała ją odsunąć, ale tym razem włożyłem w to nieco więcej siły i nie mogła nic zrobić. Pieściłem jej łechtaczkę coraz bardziej zdecydowanie - choć nadal dyskretnie, pod narzutą. Na przeciwko siedzieli pasażerowie, wciąż zajęci gazetami czy smartfonami. 

Narzeczona przestała się opierać, było jej za dobrze. Moim celem było doprowadzenie ukochanej do orgazmu przy tych wszystkich ludziach. W naszą stronę zaczął zmierzać kontroler. Martyna wyjęła oba bilety z torby i uprzejmie wręczyła, obarczając go uśmiechem. Widziałem jak przygryza dolną wargę - ciekaw jestem, co wtedy myślałaś, kochanie? Moje palce wciąż pieściły jej cipkę. Kontroler skasował bilet i przeszedł na tył wagonu.

Martyna już nie oponowała - jej nogi zupełnie się rozluźniły. Zostało nam kilkadziesiąt kilometrów trasy. Rozsunęła uda i pozwoliła mi włożyć paluszki najgłębiej, jak było to możliwe. Zrobiłem to, byłem dobrym narzeczonym. Cóż, dało się zauważyć, jak moja mała wije się tam coraz bardziej. Wciąż starała się być dyskretna, ale facet, który robi jej dobrze, zauważa każde małe drgnięcie. Postanowiłem pójść nieco dalej i zsunąłem jej legginsy wraz z majtkami - prawie do kolan. Wiecie, jakie to świetne uczucie? Robić palcówkę swojej kobiecie w miejscu publicznym i wiedzieć, że choć jest przykryta, to jednak wciąż zupełnie naga? Nakręciło mnie to jeszcze bardziej. Przyśpieszyłem, orgazm był coraz bliżej. Pocałowaliśmy się. Martyna zaczęła bardzo ciężko oddychać i delikatnie pojękiwać - podobało mi się to. Do wagonu wsiadły kolejne osoby. Podobało mi się to, że jakieś dzieciaki z liceum akurat przechodziły obok nas. Spojrzenia mojej ukochanej i tych chłopaków spotkały się. Pocałowałem ją w usta po raz kolejny. Zastanawiałem się czy się domyślili. Zaczęła drżeć i dyszeć. Orgazm był bardzo silny. Oblizałem mokre palce i pocałowałem ją namiętnie.

- Dziękuję, kochanie - powiedziała.

Uśmiechnąłem się.



- Nie mam siły, zdrzemnę się przez chwilkę.

Poprawiła spodnie i zasnęła wtulona. Wysiedliśmy 10 minut później.


Rozmawialiśmy o tym. Wielokrotnie powtarzała, że było to coś niesamowitego. Nie zaprzeczam. Wydaje mi się, że najbardziej niesamowite jest to, jak wielkim przeżyciem była dla niej zwykła palcówka.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Epizod w obecności narzeczonego

Układało się coraz lepiej. Kłóciliśmy się nieco mniej. Z tej właśnie okazji wychodziliśmy razem zdecydowanie częściej. Tego wieczoru byliśmy w ekskluzywnym klubie. Zaczęło się od pretensji męża (wtedy narzeczonego) odnośnie wcześniejszych wydarzeń. Siedzieliśmy nadąsani przez godzinę, po czym podszedł do mnie z przeprosinami i drinkiem. Napiliśmy się razem i wróciliśmy na parkiet. Około 1 nad ranem do klubu weszli nasi znajomi. Sytuacja się rozluźniła, niestety nie na długo, bo znów się posprzeczaliśmy, więc przez dłuższy czas byliśmy podzieleni na "dwa obozy". Mniej więcej o 3 rano część znajomych wyszła, potem cała reszta. Został z nami tylko jeden kolega ze studiów. Mieszkał we Włocławku i miał pewien nieprzewidziany problem z transportem - miał odebrać go ziomeczek, ale w ostatniej chwili okazało się, że nie przyjedzie. Kolega został bez transportu i bez noclegu.

- No co, nic nie wymyślisz teraz. Najwyżej jakoś Cię przenocujemy - zaproponowam.
- Spoko, nie ma problemu, rano wrócisz.
- Dzięki wielkie! Ratujecie mi życie - odpowiedział Krystian.

Epizod w obecności narzeczonego


Krótki dialog. Narzeczony otworzył butelkę wódki i spędziliśmy resztę nocy na miłych pogaduszkach. Wzięliśmy taksówkę i wróciliśmy do mieszkania. Byliśmy tak pijani, że nie braliśmy nawet prysznica. Nie było miejsca na dodatkowe posłanie, więc położyliśmy się w trójkę. Mój facet oczywiście położył się i zasnął pierwszy.

- Połóż się gdzieś z boku - poleciłam koledze.
- Ok, dużo miejsca nie potrzebuję, bez obaw.

Zrzuciłam czarną sukienkę, założyłam za długą koszulkę chłopaka i położyłam się za nim, wtulając w jego plecy. W dalszym ciągu mocno chrapał. Uwielbiałam zasypiać "na łyżeczkę" - zawsze było ciepło i przyjemnie. Po chwili przymknęło mi się oko. Nie trwało to jednak długo, bo kolega za mną strasznie się wiercił - najpierw leżał na plecach, ale po chwili, gdy uznał, że również zasnęłam, odwrócił się na bok, w stronę moich pleców. Oczywiście nie spałam - alkohol mi to uniemożliwiał. Czułam się paskudnie, a jednocześnie myślałam bez końca o wszystkim, co złe. Chciałam, żeby już było rano. Kolega pójdzie na pociąg, a narzeczony porządnie mnie przeleci. Będzie idealnie.

Oko przymknęło mi się po raz kolejny. Na karku poczułam znajome ciepło. Byłam zaskoczona, bo to ja przytulałam mojego faceta, a nie on mnie. Przypomniało mi się, że Krystian leży za mną. Przekręcił się przez sen i położył rękę na moim biodrze. Głowę zbliżył do mojego karku - maksymalnie jak się dało. Byłam wściekła, jednakże znów zmęczenie dało o sobie znać i przymknęłam oko po raz kolejny.

Obudziłam się chwilę później. Poczułam łaskotanie. Krystian bardzo subtelnie całował mnie po karku. Czułam to jak przez mgłę - wciąż byłam mocno zaspana i w pierwszej chwili zapomniałam, że tu jest. Uśmiechnęłam się pod noskiem, będąc przekonana, że to mój facet.

- Miśkuuu... - wyszeptałam.

Ale chwila. Narzeczony wciąż spał przede mną, a ja leżałam przyklejona do jego pleców. Poczułam dłoń pod t-shirtem, na moim brzuchu. Przesuwała się coraz wyżej, w kierunku piersi. O, Boże, to Krystian. Dotykał mojej prawej piersi - co do chuja? - chciałam krzyknąć, strzelić mu w twarz, zrobić to samo, co temu typkowi na domówce, ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie, że mój facet śpi tuż obok. Wciąż byłam pijana, ale chyba nie na tyle, by nie myśleć. Ścisnął moją pierś trochę mocniej, po czym znów przesunął dłoń po moim brzuchu. Na karku poczułam kolejny pocałunek, aż przeszły mnie ciarki. Na kilka sekund odwrócił moją uwagę od całej reszty. Położył rękę na moich majtkach. Prawie podskoczyłam. Próbowałam się od niego odgonić, jakby był jakąś muchą, ale wtedy, jego palce powędrowały głębiej w moje majteczki. Dotykał mojej cipki - najpierw delikatnie, wciąż całując mnie po karku. Czułam jego oddech. Poczuł, że "już może", chwilę po tym włożył palce do środka. Odwróciłam głowę, wciąż tuląc narzeczonego. Kiedy dostrzegł w moim spojrzeniu połączenie strachu, wściekłości i rozkoszy, pocałował mnie w usta. I raz jeszcze. Za trzecim razem rozluźniłam wargi i pozwoliłam mu wsadzić mi język do ust. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Po części dlatego, że byłam pijana, po części dlatego, że było mi przyjemnie... ale głównie dlatego, że bałam się, co zrobi mój facet, jeśli się teraz obudzi. Lizaliśmy się coraz namiętniej, coraz bardziej zapominałam o chłopaku - choć ze łzami w oczach, nie potrafiłam nie rozchylić przed nim teraz nóg. Poczułam, że jest twardy. Ogromny i twardy. Odwróciłam się do chłopaka, uznając że to nie powinno się stać. Zamknęłam oczy tak, jakbym wierzyła, że momentalnie zasnę i jak się obudzę wszystko będzie dobrze.

Nie było. Wtulałam się w narzeczonego - zacisnęłam na nim palce z całych sił, kiedy poczułam, że Krystian we mnie wchodzi. Poczułam jak wypełnia mnie całą. Pchnął raz, potem drugi i kolejny. Ściągnął mi majtki do kostek, potem kołdrę. Nie odrywał wzroku od mojego tyłka. Złość powoli ustępowała, przerażenie niekoniecznie. Fascynujące jest to, że gwałcona kobieta po chwili zaczyna odczuwać przyjemność i nie ma nic przeciwko - nawet jeżeli tego nie chce. Rżnął mnie coraz mocniej. Myślałam tylko o tym, by skończył jak najszybciej - by to nie wyszło na jaw. On jednak nie kończył - za sprawą alkoholu rżnął mnie bez opamiętania. Poczułam się jak dziwka. Ale to nic. Było mi coraz lepiej. Tak dobrze, że teraz sama nadziewałam się tyłkiem na jego kutasa. Był taki duuży, Jezuu! Rżnij mnie, błagam! Coraz szybciej, coraz mocniej.

- Mmm... chcę, żebyś doszedł.

Nie odpowiedział. Skradł mi jedynie kolejnego buziaka. Przelizał mnie, jakbym była jego własnością. Rękę trzymał na moim pośladku i posuwał bez końca. Poczułam, że jestem zupełnie mokra - nawet moje uda. Po kilku sekundach zrobił to - zalał mnie bez wyrzutu. Ja sama tylko na to czekałam. Odwróciłam głowę i pocałowałam go, dodając "dziękuję". Pozwoliłam mu jeszcze raz dotknąć swojego tyłka. Zasnęłam, czując go na swoim ciele. Jego nogi splecione z moimi.

Obudziłam się pierwsza. Z ogromnym bólem głowy. Pierwsze, co zrobiłam, to założyłam stringi i poszłam wziąć prysznic. Kiedy wyszłam, kolegi już nie było, a mój narzeczony właśnie się przebudził.

- Dzień dobry, kochanie - powiedział.
- No cześć, skarbie.
- Krystiana już nie ma?
- Wyszedł na pociąg.
- Szkoda, myślałem, że zjemy razem.
- No...
- Wyspałaś się?
- Jeszcze jak.

piątek, 9 listopada 2018

Drobne wyjaśnienia i przykra sytuacja

Drobne wyjaśnienia

Znalazłam w końcu chwilę, by cokolwiek napisać. Ostatnio Was zaniedbywałam, bo to nie jest do końca tak, że siedzę w domu i piszę jedynie bloga - również pracuję, ponieważ z bloga erotycznego nie da się wyżyć. Traktuję go jako pamiętnik i dokumentację naszego związku. Doskonale wiem, jakie jest moje wyobrażenie o nim, ale tak naprawdę sama rozmowa z mężem nie wystarcza, by poznać jego punkt widzenia. Doszliśmy do wniosku, że jesteśmy na etapie, kiedy możemy pisać bez żadnych obaw i przedstawiać wszystko tak, jak to było w rzeczywistości.

Ostatnio pracowałam, dlatego mnie nie było. Mąż był trochę przeziębiony, więc siedział w domu i dbał o to, żebyście mieli co czytać. Czytałam jego wpisy i do niektórych rzeczy chciałabym się ustosunkować - na tym się skupię w tym poście, więc tym razem nie będzie typowego "opowiadania".

Po pierwsze, jeśli chodzi o tego Snapchata. Nie miałam o niczym pojęcia. Nie pamiętałam również o tym, że jakakolwiek moja konwersacja była tam zapisana. Nie wiedziałam, że on to w ogóle przeczytał. Rozmowa z tym kolegą, a także nagie fotki - nie znałam się wtedy z moim obecnym facetem. Z tamtym kolegą trochę flirtowaliśmy, miałam nadzieję na coś poważniejszego, byłam młoda, więc podobało mi się to, że trochę bardziej niegrzeczny chłopak jest zainteresowany taką małolatą. Imponowały mi też jego komplementy i bałam się, że jeśli tego nie zrobię, to mnie oleje i zainteresuje się inną. Nie powiem, dużą rolę odegrało tu pożądanie - w tamtym czasie byłam niedoświadczona i była to dla mnie nowość. Takie rozmowy, takie zdjęcia. Byłam po prostu głupia.

Co do sytuacji w klubie z kolegą, to fakt, byłam pijana i popełniłam błąd. Rozumiem, że się zdenerwował, ale... mieliśmy za sobą mnóstwo kłótni, wszyscy byliśmy wstawieni, nie bardzo przejmowałam się jego zdaniem, bo pamiętałam te kłótnie, a na sam koniec - nie uważam, że taniec to coś złego. Pytał mnie czy podnieciłam się tym, że poczułam jego kutasa na tyłku - nie. Niczego nie czułam, nawet nie wiem czy mu stanął. Po prostu się bawiliśmy. Nie wyszłam z mężem z tego klubu, bo byli tam wszyscy z naszego kierunku. Wszyscy się normalnie bawili, czemu jak zwykle mieliśmy zachowywać się jak dzikusy? Chciałam choć raz gdzieś wyjść i się dobrze bawić. Do niczego nie doszło, kiedy wyszedł. Nie zostałam też ze względu na Patryka, bo nawet mi się nie podoba - chciałam tylko potańczyć. Nie wiem, skąd ta afera w ogóle.



Z byłym do niczego nie doszło, kiedy mnie odwiózł. Było zimno, zrobiłam mu herbatę i powspominaliśmy związek, to wszystko. Chciał mnie pocałować, ale nie pozwoliłam. Skończyło się na buziaku na pożegnanie, to wszystko. Mama wróciła i chwilę potem wyszedł. Pokłóciłam się wtedy z mężem (no, jeszcze nie mężem) i fakt, przyznaję, że przez chwilę wyobraziłam sobie seks ze swoim byłym. Ale to nie znaczy, że go uprawialiśmy.

Jeżeli chodzi o wyjazd pod namiot ze znajomymi - to dla mnie mega nowość, że on o tym wiedział i to widział. Gdybym dowiedziała się o tym, kiedy nasz związek wyglądał jeszcze zwyczajnie, to byłabym mega zawstydzona. Trochę popiliśmy - Paula całowała się już wcześniej z dziewczynami. Dopadła nas "głupawka" i stało się - z czystej ciekawości, a nie z pożądania. Zdecydowanie wolę facetów. Chciałam zobaczyć, jak to jest, mój facet "spał", więc wyszło jak wyszło. Próbowała kilka razy, więc co miałam zrobić? Jeżeli chodzi o późniejsze dotykanie, to przyznaję - zrobiło mi się całkiem przyjemnie i między innymi dlatego całowaliśmy się dalej, ale to chyba ze względu na to, że zdjęła mi stanik i dotknęła piersi w obecności mojego faceta. Ale kurczę, byłam pewna, że śpi i będzie lepiej, jak będę cicho!

Przykra sytuacja (?)


Jeszcze jedno - trochę boję się o tym mówić, bo na początku związku to zataiłam, choć nie powinnam. Jakiś czas po wydarzeniach, które opisał mój mąż, miała miejsce jeszcze jedna dziwna sytuacja. Opowiedziałam mu o niej tak, jakby działa się przed naszym związkiem, bo byliśmy wtedy normalną parą, zależało mi na nim i nie chciałam niczego zepsuć - choć bywało różnie. Po "namiotach" układało się całkiem fajnie. Na tyle, że pozwolił mi pojechać na grilla do znajomych - oczywiście do takich, których sam znał i którym ufał. Była tam moja przyjaciółka z chłopakiem i paru jego kolegów, o których wcześniej nie wiedziałam. Siedzieliśmy do późna na grillu, śmialiśmy się, popijaliśmy piwka - typowe spotkanie. Wykąpaliśmy się po kolei i położyliśmy się spać wszyscy razem, na podłodze - bo nie było aż tylu łóżek. Spałam w staniku, w koszulce i w spodenkach - raczej nie sypiałam inaczej przy kimś innym niż mój chłopak. Cóż, prawda jest taka, że moje nogi mi się w ogóle nie podobają - chciałabym mieć takie, jak modelki - dziwnym trafem działają na wyobraźnię facetów. Sama koszulka i krótkie spodenki nie zakrywały tak naprawdę za wiele. Sięgały co najwyżej górnej części ud. Tańczę, więc moje nogi są dość umięśnione, a uda pełne. Tyłek też mam dość duży, więc jak się kładłam, to musiałam słuchać komentarzy najebanych kolesi na przemian z ripostami przyjaciółki. Jeden z nich nie komentował, więc położyłam się między nim, a koleżanką - dla bezpieczeństwa.

Zasnęłam bardzo szybko - to przez zmęczenie i ten alkohol. Przebudziłam się zdecydowanie za późno. Byłam tak zaspana, że mniej więcej po minucie zdałam sobie sprawę z tego, co się dzieje - spodenki miałam zsunięte prawie do kolan, mój tyłek w całej okazałości "uśmiechał się" do milczącego wcześniej kolegi. Doszłam do siebie, byłam przerażona i zaskoczona. W ciągu kilku sekund zdążyłam zauważyć kilka rzeczy. Leżałam na brzuchu. Odwróciłam się przez ramię, czując dziwny niepokój. Jego wzrok wpatrywał się w moją "trzecią dziurkę", a lewa dłoń ściskała mocno pośladek. Miałam ochotę wrzasnąć, zanim nie poczułam czegoś jeszcze - jego mokrych palców na mojej cipce. Zanim zrozumiałam, że to wcale nie mój facet i że z pewnością nie leżę w swoim własnym łóżku, mimowolnie jęknęłam. 

- Co Ty odpierdalasz?! - krzyknęłam po chwili.

Poderwałam się na nogi, strzeliłam mu w twarz i wybiegłam z pokoju do kuchni. Poczułam coś znajomego. Wyciągnęłam rękę, wsadzając ją sobie w spodenki. Zorientowałam się, że moje palce są mokre... 

Przesiedziałam tam do rana, opowiadając o wszystkim koleżance, która wywaliła go z domu zaraz po przebudzeniu. O niczym nie powiedziałam chłopakowi, bo prawdopodobnie brzydziłby się mnie dotknąć - przynajmniej wtedy. Bardzo niemiło to wspominam, mimo zmiany nastawienia i podejścia do seksu. 

środa, 7 listopada 2018

Wakacje, namiot i namiot pod namiotem, czyli spontaniczny wypad ze znajomymi

Najgorsze było już za nami. Układało się coraz lepiej, coraz częściej prawiłem komplementy, miewałem coraz lepsze nastroje i znów pamiętałem o prezentach. Były wakacje i weekend, wybieraliśmy się pod namiot, więc cały ranek poświęciliśmy odpowiednim przygotowaniom. Na ostatnią chwilę musiałem kupić namiot, bo ten, który miałem, nie nadawał się do użytku. Byliśmy prawie gotowi.

Pakowała ostatnie ubrania i poprawiała makijaż. Kilkanaście minut później znaleźliśmy się na klatce schodowej, a po niecałej godzinie dotarliśmy do marketu. Nie robiliśmy składek - każdy brał to, czego potrzebuje. Prowiant ogarnęliśmy już wcześniej, pozostało już tylko pomyśleć o alkoholu. Sięgnąłem po "standardowy zestaw", na wszelki wypadek - pół litra wódki, dwa sześciopaki piwa i parę drinków dla dziewczyn. Nie wspomniałem? Umówiliśmy się z koleżankami z jej byłej klasy. Pod namioty.

Pogoda dopisywała, więc sama podróż zleciała nam na podziwianiu krajobrazów. Wjechaliśmy w lesistą drogę, na końcu której - przez leśną gęstwinę - przedzierał się kształt wody (jak w tym filmie). Dojechaliśmy na miejsce, wypakowaliśmy graty i przywitaliśmy się z resztą. Pierwsza przybiegła do nas Paulina, potem Marysia, a tuż za nią Klaudia z narzeczonym. Dwie pierwsze dziewczyny zabrały moją małą do samochodu po rzeczy na przebranie, Klaudia nalała wszystkim po kieliszku wódki, a My - faceci - zajęliśmy się rozpalaniem grilla.

Koleżanki wróciły po około kwadransie - skorzystaliśmy z okazji, by się wspólnie napić i napełnić kieliszki na nowo. Ciężko było nie spojrzeć na ich atrakcyjne ciała, bo odkąd się znamy, widywałem je tylko w ubraniach. Teraz miały na sobie fantastyczne bikini, które świetnie podkreślały kobiece kształty. Po kilku minutach dołączyła do nas i moja narzeczona - nie była ubrana aż tak skąpo. Byłem oczywiście zadowolony, bo nie znam tego gościa i jednak dziwnie byłoby mieć świadomość, że obcy facet doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jakie moja kobieta ma piersi, tyłek i cipkę - takie rzeczy widać nawet "przez bikini". Miała na sobie krótkie spodenki i bokserkę, a więc wszystko było okej - no, w pewnym sensie. Taki tyłek widać nawet w spodenkach - napinają się i podwijają do góry, przez co facetom i tak robi się gorąco - to kwestia tego, że była tancerką.

Siedzieliśmy wszyscy razem, podziwiając zachód słońca. Było chłodno, więc nakryliśmy się kocami, aczkolwiek w tamtym momencie już chyba nikt nie odczuwał chłodu, bo właśnie skończyliśmy trzecią butelkę wódki i popijaliśmy któreś z kolei piwo.

- A może zagrajmy w butelkę? - rzuciła Klaudia.
- Oszalałaś? Przecież masz faceta - odpowiedziała Paulina.
- On jest zazdrosny tylko o facetów, prawda, misiu?
- Pewnie.
- Ale przecież jest tu jeszcze jeden facet, co jeśli trafisz na niego? Albo on na którąś z nas?
- Ja się w to nie bawię, bawcie się sami - odpowiedziałem - moja myszka też nie.
- Ale z Was nudziarze! W takim razie zabawimy się bez Was i nikt nie będzie miał pretensji, prawda?
- Okej, ale Wy zaczynacie - dodała Marysia.

Na karteczkach wypisali zadania. W pierwszej kolejności losowała Klaudia.

- Seks oralny - wyszeptała.
- Uuuuu! - krzyknęliśmy zgodnie.

Zakręciła butelką i... wypadło na jej narzeczonego.

- Kamień spadł mi z serca! Chodź!

Złapała go za rękę, po czym oddalili się w kierunku plaży. Kątem oka obserwowałem sytuację. Dało się zauważyć, jak całuje go w usta, masuje przez kilkanaście sekund ręką, po czym rozpina rozporek i zabiera się do roboty. Dłużej nie patrzyliśmy, uznając, że zadanie wykonane.

- Pocałunek z języczkiem - wtrąciła Marysia.

Zostały tylko we dwie, więc nie musiała kręcić butelką. Odgarnęła koleżance włosy, po czym delikatnie ją pocałowała. Mojej małej zapaliły się iskierki w oczach. Włożyła dłoń w moje bokserki - rzecz jasna pod kocem.

Chwilę później wróciła Klaudia z narzeczonym.

- Już po? - zapytałem.
- Coś boli mnie brzuch, chyba pójdziemy już do namiotu.
- Okej. Na siedzeniu masz tabletki. My też będziemy się powoli zwijać - odpowiedziała Paula.

Zakochani poszli do namiotu, my zajęliśmy się zwijaniem wszystkiego do samochodu. Po skończonej robocie również postanowiliśmy się położyć.

- Mogę spać dzisiaj z dziewczynami?
- No okej, jak tam chcesz - odpowiedziałem.
- Super! Może też się zmieścisz.
- No nie wiem.
- Spoko, nie ma problemu, ale nie śpisz od naszej strony - zażartowała Marysia.
- Nawet mi to przez myśl nie przeszło.

Położyliśmy się w kolejności: Marysia, Paulina, moja myszka i ja. Długo rozmawialiśmy o pierdołach - w zasadzie głównie one rozmawiały, bo ja przeglądałem Facebooka. Po chwili Paulina zaczęła szeptać coś mojej dziewczynie do ucha - nie obchodziło mnie to, więc w sumie się nie wsłuchiwałem. Coś mnie zaniepokoiło - kątem oka zauważyłem, że Paula trzymała ją teraz za rękę. Rozmowy ucichły. Marysia zdawała się zasypiać, ja odłożyłem telefon i również przymknąłem oczy. Uśmiechały się do siebie, rozmawiając tak cicho, że ledwie słyszałem.

- Całowałaś się kiedyś z dziewczyną?


Tyle zdążyłem wyłapać. Paula dotknęła koniuszkiem języka jej policzka. Zauważyła, że patrzę, więc lekko speszona, odsunęła się równie szybko. Moja mała leżała odwrócona do mnie tyłem, więc nie zorientowała się, że nie śpię. Włożyła rękę pod koc - nie byłem pewien, co robi, ale wydawało mi się, że kładzie dłoń na brzuchu koleżanki, przesuwa ją wzdłuż pępka i zatrzymuje się w okolicach majtek. Paulina wciąż patrzyła mi w oczy - przez chwilę wystraszona, potem nieco zaskoczona. Chciała coś powiedzieć w momencie, kiedy dłoń mojej narzeczonej zatrzymała się na dolnej części jej brzucha - otworzyła na chwilę usta i westchnęła. Wpatrywałem się w nią przez cały ten czas. Na kilka sekund zamknęła oczy, wyciągnęła rękę w kierunku mojej dziewczyny i złapała ją mocno za kark, przyciągając do siebie. Pocałowała ją w usta, potem drugi raz; i trzeci. Chwilę później Paulina pocałowała ją nieco namiętniej. Moja narzeczona rozchyliła wargi i pocałowała ją nieśmiało z języczkiem. Koleżanka była wyraźnie podniecona - alkohol zrobił swoje. Całowały się coraz bardziej energicznie. Dłoń Pauliny powędrowała pod koc - miałem wrażenie, że Paula rozpina stanik, po czym dotyka kształtnych piersi mojej ukochanej. Martyna dała jej kolejnego buziaka w usta, nadal wierząc, że śpię jak zabity. Wypiliśmy naprawdę sporo.

- Nie powinnyśmy - przerwała Paula.


- Masz rację, nie powinnyśmy.
- Jesteś taka śliczna.
- Ty też.


- Dobranoc, Martyna.
- Yhh... dobranoc.

Zamknąłem oczy, kiedy odwróciła się w moją stronę, dalej udając, że śpię. Nie minęło pięć minut, a poczułem coś znajomego - Martyna zsuwała mi spodnie. Nie mogłem tego zobaczyć, bo miałem zamknięte oczy, w dodatku byliśmy przykryci kocem po same szyje, ale poczułem to wyraźnie. "Obudziłem się", kiedy majtki już dawno zsunięte do kostek, a jej dłoń masowała mojego kutasa coraz mocniej. Otworzyłem oczy i udałem zaskoczenie. Przygryzała dolną wargę, zalotnie się uśmiechając.

- Co Ty...
- Ciii... powiedz, kiedy będziesz blisko.

Trwało to kilkanaście sekund.



- Już - wyszeptałem.

Słysząc to, zanurkowała pod koc i wzięła go do ust. Doszedłem niemalże w tej samej chwili - być może za sprawą widoku, który zafundowały mi kwadrans wcześniej. Trzymała go w ustach jeszcze chwilę po tym, jak się spuściłem, by mieć pewność, że nie nabrudziliśmy. Połknęła spermę, odgarnęła koc, przysunęła się do mnie, z tym swoim "dziecięcym, niewinnym uśmieszkiem" i dała mi buziaka. Również się uśmiechnąłem. Odwróciła się do mnie plecami, prosząc, bym ją przytulił. Rzuciła lakoniczne "dobranoc", a ja posłuchałem i ją objąłem. Zorientowałem się, że nie ma na sobie stanika  - ona sama kompletnie o tym zapomniała.

- Było mi gorąco, to zdjęłam.
- Okej. Załóż, bo jeszcze się zorientują - odpowiedziałem.

Zrobiła, jak powiedziałem, nie będąc świadoma, że wiem, kto ten stanik tak naprawdę zdjął.
Postanowiłem nie wracać do tematu i trwałem w swoim postanowieniu. Miesiącami nie dawało mi to spokoju.

wtorek, 6 listopada 2018

Ciche dni, były chłopak i ponad 20 centymetrów


Od tam tej pory wiele się między nami zmieniło. Rzadziej ze sobą sypialiśmy, kłóciliśmy się zdecydowanie częściej. Wpływ na to miała przede wszystkim ta sytuacja w klubie, po której straciłem do niej zaufanie. Doszło do tego, że postanowiliśmy się rozstać. Był to okres mniej więcej świąteczny, więc rozstanie odczuwaliśmy dużo bardziej. Przynajmniej ja. 

Moją receptą na kiepski nastrój był przede wszystkim alkohol i filmy. Nie miałem ochoty z kimkolwiek rozmawiać. Przed świętami odwiedziła ją siostra, według której najlepszym lekiem na całą tę sytuację są imprezy. Ciągała moją narzeczoną po klubach, ja wydzwaniałem, złościłem się, bluźniłem i tak dalej - typowa reakcja każdego faceta, który dzwoni do ukochanej i słyszy, że ta jest kompletnie pijana.

Imprezowanie wywlekałem bardzo długo. Z czasem napięcie osłabło i po prawie dwóch miesiącach zaczęliśmy się widywać na nowo. Było co opowiadać. Gdzieś w międzyczasie dowiedziałem się, że dzwoniła do byłego. Wytłumaczyła to tak, że "miło było porozmawiać z kimś tak normalnie". Dowiedziałem się również, że widzieli się w pracy (pracowała wtedy w galerii handlowej), a następnie - od jej mamy - że podwiózł ją któregoś dnia do domu. Byłem wściekły i oczywiście wykrzyczałem jej wszystko, co mnie bolało. Rozmawiałem ze swoją przyszłą teściową, która w tajemnicy powiedziała mi, że on dwa tygodnie temu u niej był - wróciła z pracy, a oni siedzieli i pili herbatę w pokoju. Byłem wściekły. Moja "ukochana" twierdziła, że po prostu ją podwiózł, było zimno, więc zaproponowała mu herbatę, posiedzieli i powspominali stare czasy. Cóż, zależało mi, więc w późniejszym czasie to wybaczyłem, ale nie byłem tak do końca przekonany o prawdziwości jej słów. Wyobraź sobie: mama w pracy, chata wolna, ex chłopak, herbatka - to daje do myślenia, prawda? Po co zaprasza się byłego do środka w tak sprzyjających warunkach? W dodatku będąc w separacji z chłopakiem. Do dziś nie dowiedziałem się jak było naprawdę. Skończyło się straszną kłótnią - tym razem jednak byliśmy już nimi zmęczeni, więc kilka dni później postanowiliśmy ze sobą porozmawiać. 


- Spałaś z kimś w ciągu tych dwóch miesięcy? Powiedz szczerze.
- Nie spałam, głupku, oszalałeś?

- Nie wiem, spotykałaś się z byłym. Co robiliście, jak byliście sami?
- Nic nie robiliśmy. Było zimno, więc wypił herbatę i poszedł - odpowiedziała.
- Jak się pożegnaliście?
- No normalnie.
- To znaczy jak?
- Tak po przyjacielsku, buziakiem.
- Jezu, nie mogłaś mu podać ręki?
- Chciałam. To on dał mi buzi, co miałam zrobić?

Nastąpiła niezręczna cisza. Musiałem uspokoić emocje.

- Na pewno z nim nie spałaś?
- Na pewno!
- Jakoś nie chce mi się wierzyć.
- Jak zwykle. Zero zaufania. Ty nigdy się nie zmienisz.
- Dziwisz się? Jak Ty się zachowujesz? Robisz mnie w chuja!
- Wiesz co? Żałuję, że się pogodziliśmy. I fakt, miałam ochotę, ale nie chciałam Ci tego robić.
- Co? Miałaś ochotę? Dać mu dupy?!
- Na seks z nim. Miałam dosyć takiego traktowania. Jak siedzieliśmy i wspominaliśmy różne rzeczy.


- Nie wierzę. Ważniejsze od nas było dla Ciebie, żeby dać mu dupy? Tak tęsknisz za jego kutasem? A, sorry, wspominałaś, że ma ponad 20 centymetrów, nic dziwnego, że nie możesz się oprzeć.
- Jakby było ważniejsze, to zrobiłabym to i nawet bym Ci nie mówiła! Tylko o tym pomyślałam, a Ty robisz awanturę. Ta dyskusja nie ma sensu, nie wrócę do Ciebie.
- To nie, cześć.

Na tym skończyła się nasza dyskusja. Wróciliśmy do siebie za miesiąc, gdy emocje opadły. Wciąż co jakiś czas wyrzucałem jej to wszystko - nie mogłem tak do końca się z tym pogodzić, męczyło mnie to. Było jednak trochę lepiej.

poniedziałek, 5 listopada 2018

Integracja studencka i zabawa z kolegą

Mieliśmy spotkanie integracyjne na uczelni. Nie tak dawno się zaręczyliśmy i przeprowadziliśmy wspólnie do innego miasta. Byliśmy tutaj zupełnie sami, a na studiach - jak to na początku bywa - nie mieliśmy szczególnie bliskich relacji z pozostałymi. Tak to właśnie jest, kiedy oboje idziecie na ten sam kierunek. Jedno patrzy na drugie i wysyła sygnały typu: "Nie patrz się na niego" albo "Nie patrz się na nią" i ciężko z kimkolwiek się zaprzyjaźnić.

Po zajęciach poszliśmy do pijalni wódki i oboje wypiliśmy całkiem sporo. Po dwóch godzinach ruszyliśmy do klubu - całą paczką. Nastroje się nieco zmieniły, było zdecydowanie luźniej. Weszliśmy do środka, zamówiliśmy lożę vipowską, dużą wódkę i parę drinków. Zatańczyliśmy wspólnie kilka razy. Moja ukochana się zmęczyła - ja zresztą również - więc postanowiliśmy usiąść i odpocząć. Napiliśmy się wódki. Chwilę później podszedł do nas Patryk (z uczelni) i zapytał mnie czy może z nią zatańczyć. Nie lubiłem takich sytuacji, ale odpowiedziałem twierdząco, bo cóż... zależało mi na w miarę pozytywnych relacjach z innymi. Zresztą nie chciałem jej robić wstydu, zgodziłem się. 

Był to jakiś typowo dyskotekowy, elektroniczny kawałek. Takich numerów nie tańczy się w parach, więc tańczyli na przeciwko siebie, w pewnej odległości - pomyślałem że to nawet lepiej. Patrzyłem na nią, była roześmiana i wyluzowana. Wydawało mi się, że dużo bardziej niż wtedy, kiedy tańczyła ze mną. 

Po chwili stało się coś, czego się nie spodziewałem - coś, co dało mi do myślenia. Patryk zaczął tańczyć nieco bliżej mojej narzeczonej. Zdaję sobie sprawę, że długowłosa brunetka, która ma na sobie obcisłą, czarną sukienkę zakrywającą jedynie skrawek ud, potrafi sprawić, że faceci wariują. Tym bardziej, jeżeli zestawimy to w parze z alkoholem, szpilkami i seksownymi pończochami. Przybliżył się do niej.

Tańczyli tak przez chwilę, po czym objął moją narzeczoną w pasie. Obraz delikatnie mi się rozmywał - byłem nieźle wstawiony. Poczułem zazdrość. Przechyliłem dwa kolejne kieliszki. Obrócił ją tyłem do siebie. Kołysali się w rytm klubowej muzyki. Moja wybranka była wcześniej tancerką - tańczyła dancehall. No, wiecie, szejki i tak dalej. Patrzyłem jak się kołyszą, a chwilę później również na to, jak oboje schodzą powoli do parteru i wracają do punktu wyjścia. Trzymał ją za biodra, a ona delikatnie pochyliła się do przodu. Jej duży, kształtny tyłek ocierał się o jego rozporek. Była mokra od potu. Patrzyłem dalej, zazdrość przybierała na sile - chciałem wstać i powiedzieć jej, że to koniec. Coś mnie jednak powstrzymywało - chciałem zrobić to bez udziału osób trzecich. Patrzyłem jak tańczą. Ocierała się o niego tyłkiem - byłem zszokowany, że to robi - tak, że krótka sukienka zsuwała się do góry, odsłaniając coraz więcej. Patrzyłem na jej tyłek. Widziałem jak w tym momencie odwraca głowę w jego stronę, a ich spojrzenia spotykają się. Jest roześmiana i szczęśliwa. Widziałem jak otwiera usta, jakby chciała jęknąć, a potem się uśmiecha i przygryza wargę, kołysząc się dalej w rytmie klubowej muzyki.

Minęło kilka minut, zanim wrócili. Wyszeptałem jej coś w stylu: "Co to miało znaczyć? Ocierałaś się tyłkiem o jego kutasa?! Aż tak się podnieciłaś?!". Ona nie widziała w tym nic złego - odparła, że przecież nic nie czuła i nic ją nie podnieciło - tym bardziej, że jej się nie podoba. Bez namysłu postawiłem warunek: "Wychodzisz ze mną albo to koniec". Nie wyszła. Wróciłem nad ranem i wróciliśmy razem do mieszkania. Obiecała, że więcej nie będzie z nim rozmawiać i pisać. Ta sytuacja dała mi jednak do myślenia.

niedziela, 4 listopada 2018

Kochanie, a co myślisz o trójkątach?

Tego wieczora w hotelu doszłam wyjątkowo szybko, a orgazm był dwa razy silniejszy niż zwykle. Zapytał mnie, czemu tak głośno jęczałam. Odpowiedziałam - wahając się przez chwilę - że fajnie było sobie wyobrazić... że z innym... że na moich oczach. Milczał przez krótką chwilę, a potem dodał: "cieszę się" i dał mi buziaka, i drugiego, a na końcu wepchnął mi język do ust. Całowaliśmy się bardzo niechlujnie i łapczywie - było to dla mnie niemałym zaskoczeniem. Zwykle, kiedy brałam kutasa do ust, kończył w ten sposób i pocałunki nie wchodziły w grę - chyba, że umyłam zęby. Tym razem było zupełnie inaczej.

Resztę wieczoru spędziliśmy rozmawiając i pijąc alkohol. Sporo też analizowaliśmy całą tę sytuację, moje odczucia i wrażenia. Mój mąż jest typem faceta, który lubi analizować - jak coś się dzieje, szczególnie, jeżeli chodzi o seks, to potem zadaje mnóstwo pytań. Wydaje mi się, że chce znać wszystkie odpowiedzi tylko po to, by potem to sobie jak najdokładniej wyobrażać i wracać pamięcią do chwil, które go nakręcają.

W trakcie rozmowy, temat zszedł na niebezpieczny tor. Zapytał mnie wtedy o fantazje erotyczne, czy jakieś mam. Odpowiedziałam wymijająco, że fakt, miałam fantazje, ale wszystkie już spełniłam. Ciągnął temat, więc opowiedziałam mu o ostatnich wakacjach z moim ex, kiedy to spacerowaliśmy plażą i wyszło jak wyszło - były oparł mnie o drzewo i wziął mnie od tyłu przy zachodzie słońca. Żeby to jakoś załagodzić, przywołałam również parę sytuacji z obecnym partnerem - lodzik w wannie na środku podwórza, seks na kocyku w lesie, a także przechodnia, który prawdopodobnie zdążył wtedy przyjrzeć się z oddali moim nagim piersiom. Kochaliśmy się na kocu, w pozycji na jeźdźca - oczywistym było, że rzucały się w oczy. Byłam kompletnie rozebrana! Pamiętam, że cholernie się wtedy zawstydziłam i od razu schowałam się w trawie. 

Kochanie, a co myślisz o trójkątach?


Dałam mu do zrozumienia, że moją fantazją był przede wszystkim seks w miejscu publicznym. Przywołując nasze wspólne momenty, sprawiłam, że nie myślał zanadto o tej plaży z byłym. Po krótkiej chwili rzucił kolejne pytanie: "Kochanie, a co myślisz o trójkątach?". Cóż, trójkąty od zawsze mnie kręciły - przynajmniej teoretycznie. Lubiłam oglądać porno, kiedy nikt nie widział. Głównie trójkąty, ale i seks na dwie pary - bardzo mnie to podniecało. Swojemu partnerowi odpowiedziałam, że uważam je za fajną opcję i można to uznać za kolejną z moich fantazji, aczkolwiek tylko teoretycznie, bo nie umiałabym pozwolić się dotykać innemu, będąc z nim w związku. Zapytał o to, co gdybym była wolna - odpowiedziałam, że też bym nie spróbowała, bo potrzeba mi uczuć, bym pozwoliła się dotknąć... i że w sumie nie jest mi potrzebny ten trójkąt, niemniej fajnie jest o tym po prostu od czasu do czasu pomyśleć.

Była to oczywiście prawda. Starałam się to ubrać w słowa tak, by go nie zdenerwować, bo niby podobały mu się różne dziwne rzeczy, ale jak chodziło o mnie, to miał pretensję, kiedy chociażby pomyślałam o czymś takim. Na szczęście zakończyliśmy cały wieczór w dobrych humorach.

sobota, 3 listopada 2018

Dworzec, Snapchat i wątpliwości


Nie mogę pozwolić narzeczonej decydować o wszystkim, więc spójrzmy na to z mojej perspektywy. Kiedy ją poznałem, wszystko było idealnie. Byłem romantykiem, aczkolwiek niedoświadczonym. Fakt, że obciągała innemu doprowadzał mnie do szału - myśl o tym, że był to jedynie kolega sprawiała, że sądziłem, że równie dobrze może zrobić dobrze każdemu. Miała innego kutasa w ustach - ilekroć o tym pomyślałem, to wpadałem w złość. Jednocześnie, nie ukrywam, robiłem się twardy, tam na dole.

Przed sytuacją w hotelu, którą opisała moja narzeczona, mieliśmy ciche dni. Dowiedziałem się, że kiedy mnie nie było, dzwoniła do byłego - tego, z którym była tak długo. Pokłóciliśmy się i napięcie unosiło się dookoła przez prawie tydzień. 

Kolejną sprawą wartą wzmianki był Snapchat. Nie używała go przeszło dwa lata (tak sądzę), ale na dworcu zerknąłem w jej telefon i przypadkiem włączyłem aplikację. Kupowała akurat bilety, więc postanowiłem sprawdzić to i owo. Trafiłem na zapisaną rozmowę z kolegą z technikum. "Powinnaś częściej nosić spódniczki, aż gorąco się robi na widok takiej zgrabnej dupki w mini" - już tutaj się zdenerwowałem, bo nie odpisała niczego w stylu: "Ty zboczeńcu" albo "spierdalaj". Wiecie co odpisała? "A dziękuję, bardzo mi miło". 

W międzyczasie załadowały się inne wiadomości i... zdjęcia. Były to prośby kolegi o jakieś zdjęcie i... jej zdjęcia w bluzce, z odsłoniętą piersią. W odpowiedzi dostała zdjęcie kutasa i skomentowała to frazą: "Uuu, jaki duży!". O mało nie doprowadziło to do awantury. Zanim wróciła z biletami postanowiłem na razie o tym nie wspominać, bo mieliśmy za sobą gorszy okres - i noc w hotelu przed sobą. Ta sytuacja miała miejsce przed tym, jak zaczęliśmy się spotykać, więc może poczekać. Wróciła od kasy i ruszyliśmy do pociągu.

Decyzję o związku podjęliśmy mniej więcej w połowie września - tu kolejna "anegdota". Jakiś czas później zapytałem ją: "Kiedy ostatni raz uprawiałaś seks ze swoim byłym? Bo mówiłaś, że od dawna chciałaś z nim zerwać, więc chyba dawno już tego nie chciałaś?". Liczyłem na inną odpowiedź, ale po nacisku odpowiedziała: "Jakoś pod koniec sierpnia, 26 albo 28". Było to dla mnie dziwne. Pół miesiąca później byliśmy już razem. To rodziło wątpliwości, które wracały potem raz na jakiś czas. Zacząłem myśleć także o tym, że przecież zaraz po pierwszym spotkaniu do mnie zadzwoniła, mówiąc, że chce się pożegnać. Padał deszcz, spotkaliśmy się po raz drugi, wieczorem - całowaliśmy się namiętnie na ulicy. Zacząłem się zastanawiać czy ona przypadkiem nie jest jedną z tych szybkich...

piątek, 2 listopada 2018

Od tradycyjnego narzeczeństwa do małżeństwa cuckold cz. 1


Powiem szczerze, że miesiące mijały nam bardzo szczęśliwie, jednak po latach rutyna przytłaczała nas coraz bardziej i kłóciliśmy się coraz częściej. W przerwach między tymi awanturami było naprawdę dobrze, jednak kiedy się kłóciliśmy, to za każdym razem coraz poważniej.

Jedna z takich przerw (po kilku scenach zazdrości i kilku błędach) zaowocowała tym, że partner mi się oświadczył, a ja - nie do końca przekonana i zdecydowana - przyjęłam ten pierścionek. Psuło się nadal, ale za to w łóżku było całkiem nieźle. Rozmawialiśmy otwarcie, próbowaliśmy nowych rzeczy i nie wstydziliśmy się niczego. Studiowaliśmy na tym samym profilu i wynajmowaliśmy przytulne mieszkanie. Narzeczony miewał dziwne fetysze - zresztą mi też one odpowiadały. Zdarzało mi się nagrywać nas razem lub pisać opowiadania, które mi potem wysyłał i kazał czytać. Owe opowiadania zazwyczaj dotyczyły osób z mojej przeszłości - tych, o których był zazdrosny, tych, które mi się podobały.

Opowiadanie o tych osobach wywoływało u niego zazdrość - kiedy to ja mówiłam - ale jednocześnie nakręcało, kiedy snuł swoje fikcje literackie. Byłam tym całkiem zmieszana, choć czytałam je, będąc sama w domu. Nic mu o tym nie wspominałam, ale pobudzały moją wyobraźnię i bywało, że miałam ochotę się przy tym dotykać. 

Któregoś razu nocowaliśmy w hotelu. Był wieczór, piliśmy alkohol i leżeliśmy w łóżku. Narzeczony zgrał jedno z takich opowiadań na telefon i powiedział, żebym przeczytała. Niechętnie zaczęłam czytać - nalegał, bym się nie krępowała. Twierdził, że mogę się dotykać. To było dziwne. Zaproponowałam, by on to zrobił, ale odmówił, więc czytałam w ciszy, ale opowiadanie było dość długie, więc naturalną koleją rzeczy, nakręciłam się. 

Napisał opowiadanie o moim koledze, z którym nigdy do niczego nie doszło - o koledze, który od zawsze mi się podobał. Opisał w nim sytuację, kiedy to robię Arturowi dobrze na jego oczach. Po chwili nie mogłam się powstrzymać - skierowałam dłoń między uda. Niepewnie. Kątem oka obserwowałam jego reakcję. Kiedy uśmiechnął się pod nosem, nabrałam pewności i zaczęłam dotykać się coraz bardziej zdecydowanie. Pieściłam łechtaczkę i czytałam fragment, w którym którym to kolega pochyla mnie do przodu, podciąga do góry czarną sukienkę i wypełnia mnie całą na oczach narzeczonego. Nie planowałam tego, ale nie sposób było nie wzdychać i nie jęczeć - mimo tych ludzi za ścianą. Czytając zamykałam oczy i wyobrażałam sobie, że to naprawdę się dzieje. 

Partner patrzył na mnie wijącą się w hotelowym łóżku. Po chwili wszedł we mnie zdecydowanym ruchem i pieprzyliśmy się jak nigdy wcześniej. Byłam strasznie podniecona tym opowiadaniem i doszliśmy oboje. Zalał mnie jak zawsze. To był taki wstęp do całej reszty.

czwartek, 1 listopada 2018

Zanim poznałam mojego męża: Moja przeszłość i ekscesy erotyczne


Witajcie, kochani! 

Pierwszy post będzie w pewnym sensie również wstępem do całej tej naszej historii z cuckold. Bloga będziemy prowadzić oboje, więc całkiem możliwe, że będziecie mogli prześledzić dwa, zupełnie odrębne punkty widzenia. No, może niezupełnie odrębne.

Z moim mężem poznaliśmy się bardzo dawno - w czasach szkoły średniej. Główna różnica między nami polegała na tym, że ja byłam już w pewnym sensie doświadczoną kobietą, bo miałam za sobą kilka ekscesów, on natomiast niekoniecznie był doświadczony (o czym mnie nie uprzedził). 

O tym, że jest prawiczkiem dowiedziałam się po fakcie. Czemu się nie zorientowałam? Bo wiedział, co robić i gdzie włożyć. Ten pierwszy raz nie był jakiś szczególnie krótki, więc - mają przed nim gorszych partnerów - uznałam, że to całkowicie normalne. Jeżeli chodzi o moich partnerów, to trochę ich było. W momencie, kiedy poznałam męża - w wieku 17 lat - miałam już spory bagaż doświadczeń.

Zanim poznałam mojego męża: Moja przeszłość i ekscesy erotyczne


Zaczęło się od domówki u kolegi, do którego często jeździłam - właśnie ze względu na miejsce spotkań. Było tam przeważnie mnóstwo znajomych, szczególnie w okresie wakacyjnym. Miałam jakieś 15 lat i wszyscy byliśmy pijani. Kolega zaproponował mi nocleg, bo był środek nocy. Znajomi wyszli, więc zaczęliśmy się całować, dotykał mojej cipki i było mi tak dobrze, że sama też włożyłam mu rękę w majtki. Po chwili - nie wiem jak to się stało - wzięłam go do ust, chciałam mu się odwdzięczyć i sprawić taką samą przyjemność. Nie było to zbyt dojrzałe, ale alkohol zrobił swoje. Do finału nie doszło, bo niemalże nakryła nas moja przyjaciółka, która otworzyła drzwi w momencie, kiedy miałam go w buzi. Oczywiście szybko się zorientowaliśmy i próbowaliśmy to ukryć, ale po latach okazało się, że wszystkiego się domyślała. Wspomniała o tym mojemu mężowi i początkowo było krucho - sądził, że szybko zaczęłam, więc jestem puszczalska. 

Przed moim mężem był jeszcze jeden facet, który wziął mnie wbrew mojej woli, kiedy mama była w pracy, ale na szczęście dostał po twarzy tak, że mu się w połowie odechciało. Był to mój chłopak, ale ja nie byłam gotowa na seks. Ostatni partner przed moim mężem to chłopak, z którym byłam dwa lata. Naturalna kolej rzeczy - obciągałam mu często. Pozwalałam mu się brać na pieska i klepać po tyłku. Tak to jest w długich związkach - miał dużego kutasa, który wypełniał mnie po brzegi. Dzięki niemu polubiłam ostry seks. 

Rozstaliśmy się i w szkole zwróciłam uwagę na mojego przyszłego męża - po miesiącu byliśmy razem. Po dwóch miesiącach doszło do naszego pierwszego razu. I tak codziennie. Od tego momentu ciągle myśleliśmy o seksie i całkiem fajnie dogadywaliśmy się w sprawach łóżkowych. 

Przyłapana Przez Chłopaka Na Zdradzie z EX | Cuckold

To był jeden z tych dni, kiedy nuda w naszym wspólnym mieszkaniu z Kubą aż wylewała się z kątów. Mój ukochany miał wrócić później z pracy, a...