Mam na imię Kuba i od siedmiu lat jestem z Magdą. To dziewczyna, jakich mało – cicha, skromna, z tymi dużymi, brązowymi oczami, które zawsze wydawały mi się takie niewinne. Ma długie, ciemne włosy, które najczęściej wiąże w luźny kok, i uśmiech, który rozbraja każdego. Zawsze była dla mnie ideałem – dobra, ciepła, taka, co to nigdy nie podnosi głosu, a w domu zawsze czeka z herbatą i rozmową o tym, co słychać. Nigdy nie podejrzewałem, że może być kimś innym niż tą dobrze wychowaną brunetką, którą poznałem na studiach. Ale życie lubi zaskakiwać, a ja przekonałem się o tym w sposób, którego nie zapomnę do końca swoich dni.
Ssałam Sąsiadowi Na Klatce Schodowej | Opowiadanie Erotyczne
Zaczęło się niewinnie. Magda miała swoje małe dziwactwa, ale kto ich nie ma? Czasem znikała na chwilę dłużej, niż potrzeba, żeby wyrzucić śmieci, albo wracała ze sklepu z lekkim rumieńcem na twarzy, tłumacząc, że spieszyła się po schodach. Myślałem, że to nic wielkiego. Że może po prostu jest zmęczona albo rozkojarzona. Ale potem zaczęły się inne sygnały – te drobne rzeczy, które z początku ignorujesz, a potem układają się w całość, jak puzzle, których nie chcesz widzieć. Raz znalazłem ją w kuchni, jak patrzyła w okno z dziwnym uśmiechem, oblizując wargi, jakby coś wspominała. Innym razem wróciła do domu z rozmazaną szminką, choć przysięgała, że nigdzie nie była poza spożywczakiem. Wmawiałem sobie, że to moja wyobraźnia, że przesadzam. Ale prawda i tak mnie dopadła.
Tamtego dnia wszystko się zmieniło. Było późne popołudnie, szary marcowy dzień, jeden z tych, kiedy wilgoć wisi w powietrzu, a klatka schodowa w naszym bloku pachnie mokrym betonem i czyimś obiadem. Magda wyszła do sklepu po mleko i chleb – nic niezwykłego, zwykła codzienność. Stałem w kuchni, krojąc warzywa na kolację, kiedy coś mnie tknęło. Nie wiem, co to było – może instynkt, może ciekawość – ale postanowiłem sprawdzić, co ją tak długo zatrzymuje. Wyszedłem na korytarz, cicho zamykając drzwi, i ruszyłem w dół schodów.
Już na pierwszym półpiętrze usłyszałem ją. Ten jej cichy, stłumiony śmiech, który zawsze wydawał mi się taki uroczy. Zamarłem. Serce mi przyspieszyło, a w głowie pojawiła się pierwsza myśl: "Może rozmawia z sąsiadką". Ale potem usłyszałem drugi głos – męski, niski, należący do Tomka, naszego sąsiada z góry. Faceta po trzydziestce, z tymi szerokimi ramionami i zarozumiałym uśmiechem, który zawsze mnie irytował. Zatrzymałem się za zakrętem, wychylając się ostrożnie, żeby zobaczyć, co się dzieje. I wtedy ich zobaczyłem.
Magda stała przy ścianie, z torbą zakupów odstawioną na bok, a Tomek opierał się o poręcz, blisko niej, za blisko. Miała na sobie ten swój szary płaszczyk i jeansy, które zawsze podkreślały jej zgrabne nogi. Wyglądała jak zwykle – skromnie, niewinnie – ale coś w jej postawie było inne. Patrzyła na niego z dołu, z tym błyskiem w oczach, którego nigdy u niej nie widziałem. Ręka, którą trzymała torbę, teraz spoczywała na jego biodrze, a palce powoli przesuwały się w górę, muskając materiał jego spodni. Stałem jak wryty, nie mogąc oderwać wzroku.
– No co, Magda, znowu się nudzisz? – rzucił Tomek, a w jego głosie brzmiała ta chamska pewność siebie, która działała mi na nerwy.
– Może trochę – odparła cicho, z tym swoim miękkim tonem, który zawsze reserved dla mnie. – Ale ty zawsze masz coś, co mnie zajmuje, nie?
Nie wierzyłem własnym uszom. Moja Magda, ta dobrze wychowana dziewczyna, która w domu czyta książki i piecze ciasta, teraz stała tu, na klatce schodowej, flirtując z tym typem. Jej dłoń przesunęła się wyżej, zatrzymując się na wysokości jego pasa. Patrzyłem, jak delikatnie, niemal leniwie, zaczęła pocierać go przez spodnie, najpierw opuszkami palców, jakby testowała grunt, a potem całą dłonią, zataczając powolne, okrężne ruchy. Materiał jego jeansów napinał się coraz bardziej, a on tylko się uśmiechnął, opierając się mocniej o poręcz, jakby to był dla niego chleb powszedni.
– Ty to wiesz, jak człowieka rozruszać – mruknął, a ona zachichotała, cicho, jakby to był ich mały sekret.
Wtedy Magda rzuciła szybkie spojrzenie w stronę schodów – na szczęście mnie nie zauważyła – po czym wróciła wzrokiem do niego. Jej palce zsunęły się na zamek jego spodni, a ja poczułem, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Z gracją, której nigdy bym się po niej nie spodziewał, rozpięła guzik, a potem powoli, jakby delektując się chwilą, rozsunęła suwak. Tomek nie protestował – stał tam, z tym swoim uśmieszkiem, jakby był królem świata. Magda wyciągnęła jego bokserki, odsłaniając go, a ja zobaczyłem, jak jej oczy rozbłysły, jakby to był widok, na który czekała cały dzień.
Klęknęła na betonowej podłodze, nie zważając na kurz czy chłód, i położyła dłonie na jego udach, rozchylając je lekko. Jej ruchy były pewne, ale jednocześnie miały w sobie coś z tej jej naturalnej delikatności – jakby nawet w tej sytuacji nie potrafiła przestać być sobą. Pochyliła się do przodu, a jej ciemne włosy opadły na twarz, zasłaniając ją częściowo. Najpierw musnęła go ustami, ledwie dotykając, jakby chciała go podrażnić, sprawdzić, jak zareaguje. Tomek westchnął cicho, a jego dłoń powędrowała do jej głowy, delikatnie odgarniając kosmyki za ucho.
– No, dawaj, nie drocz się – powiedział, a w jego głosie było więcej rozkazu niż prośby.
Magda uśmiechnęła się pod nosem, a potem otworzyła usta, obejmując go wargami. Zaczęła powoli, jakby chciała się nim delektować – jej język musnął go od spodu, a potem przesunął się w górę, w długim, leniwym ruchu. Patrzyłem, jak jej głowa porusza się w przód i w tył, najpierw ostrożnie, a potem coraz śmielej. Jej wargi zaciskały się wokół niego, a ona wydawała ciche, stłumione dźwięki – coś pomiędzy westchnieniem a mruczeniem, jakby to sprawiało jej prawdziwą przyjemność. Jej dłoń, ta sama, która wcześniej pocierała go przez spodnie, teraz ścisnęła go u nasady, pomagając jej ustami, które pracowały coraz szybciej.
Tomek oparł się plecami o ścianę, a jego oddech stał się cięższy. Jedną ręką trzymał się poręczy, a drugą wplótł w jej włosy, nie naciskając, ale wyraźnie prowadząc ją w rytmie, który mu odpowiadał. Magda dostosowała się bez słowa – jej usta ślizgały się po nim, raz głębiej, raz płycej, a język kręcił się w precyzyjnych, okrężnych ruchach, które wydawały się niemal zbyt wprawne, jak na kogoś, kto wyglądał na taką niewinną dziewczynę. Czasem przerywała na moment, żeby złapać oddech, a wtedy jej wargi lśniły w słabym świetle żarówki na klatce schodowej. Oblizała je powoli, patrząc na niego z dołu, a potem wracała do roboty, biorąc go jeszcze głębiej, aż jej nos niemal dotykał jego brzucha.
Jej technika była perfekcyjna – zmieniała tempo, raz zwalniając, żeby go podręczyć, raz przyspieszając, aż jego biodra zaczynały drgać. Czasem zamykała oczy, jakby chciała się skupić tylko na tym, co robi, a czasem patrzyła na niego, z tym błyskiem w oczach, który говорил, że wie, jak dobrze to robi. Jej usta były mokre, a każdy ruch wydawał cichy, wilgotny dźwięk, który odbijał się echem w pustej klatce schodowej. W pewnej chwili wyciągnęła język, przesuwając nim po całej długości, od nasady aż po czubek, a potem zawinęła go wokół, jakby chciała go dokładnie obrobić z każdej strony. Tomek jęknął głośniej, a jego dłoń zacisnęła się na jej włosach.
– Kurwa, Magda, jesteś w tym za dobra – wychrypiał, a ona tylko mruknęła coś w odpowiedzi, nie przerywając.
Jej ręka pracowała razem z ustami, ściskając go rytmicznie, podczas gdy wargi zaciskały się mocniej, a język kręcił się w szybkich, krótkich ruchach. Czasem pozwalała mu wysunąć się z ust, tylko po to, żeby pocałować go delikatnie, a potem wziąć z powrotem, głęboko, z lekkim ssaniem, które sprawiało, że jego nogi drżały. Widziałem, jak jej policzki zapadają się lekko, kiedy zwiększała siłę, a jej oddech stawał się szybszy, choć nadal kontrolowany. To nie był pośpiech – to była czysta wprawa, coś, co musiała robić nie raz, żeby dojść do takiej perfekcji.
W końcu Tomek nie wytrzymał. Jego biodra szarpnęły się do przodu, a on sapnął głośno, zaciskając dłoń na jej głowie. Magda nie cofnęła się – przyjęła wszystko, z tym samym spokojem, z jakim zaczęła. Jej usta zwolniły, ale nie przestały się poruszać, jakby chciała wycisnąć z niego każdą kroplę. Kiedy skończył, odsunęła się powoli, przecierając wargi grzbietem dłoni. Wstała, poprawiła płaszcz i rzuciła mu szybki uśmiech.
– To co, do zobaczenia? – zapytała, jakby to była zwykła pogawędka.
– Zawsze, kiedy tylko zechcesz – odparł, zapinając spodnie.
Podniosła torbę z zakupami i ruszyła w górę schodów, jakby nic się nie stało. A ja? Stałem tam, za zakrętem, z sercem walącym jak młot i obrazem mojej Magdy, mojej cichej, skromnej Magdy, która właśnie zrobiła coś, czego nigdy bym się po niej nie spodziewał. Wróciłem do mieszkania przed nią, udając, że nic nie wiem. Ale w głowie miałem tylko jedno – jak długo to trwa? I z iloma jeszcze?