Siedziałem przy barze, obracając w dłoniach szklankę z piwem. Światło w knajpie było przytłumione, a muzyka dudniła w tle, mieszając się z gwarem rozmów i śmiechów. Moja dziewczyna stała kilka kroków dalej, oparta o kontuar, z kieliszkiem wina w ręku. Wyglądała jak zawsze – zjawiskowo. Jej ciemne włosy opadały na ramiona, a obcisła sukienka podkreślała każdy szczegół jej sylwetki. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, choć byliśmy razem już trzy lata. Trzy lata pełne namiętności, kłótni, śmiechu i tych chwil, kiedy patrzyłem na nią i zastanawiałem się, jak to możliwe, że ktoś taki wybrał właśnie mnie.
Starszy facet ruchał mnie w toalecie na oczach chłopaka
Rozmawiała z jakimś facetem. Starszym, pewnie po pięćdziesiątce, z siwymi pasmami w ciemnych włosach i szerokimi ramionami, które sugerowały, że kiedyś musiał być w niezłej formie. Nie wyglądał źle, trzeba mu to oddać – miał w sobie coś z tych typów, co to w średnim wieku wciąż przyciągają spojrzenia. Nie przejąłem się tym zbytnio. Moja ukochana lubiła flirtować, a ja… cóż, może to dziwne, ale czasem nawet mnie to kręciło. Widok, jak inni faceci tracą dla niej głowę, a ja wiem, że i tak wraca do mnie – to zawsze dawało mi jakąś chorą satysfakcję.
Ale tego wieczoru coś było inaczej. Ten gość nie odpuszczał. Stał blisko, za blisko, a ona się śmiała, odrzucając głowę do tyłu w ten sposób, który zawsze działał na mnie jak magnes. W pewnym momencie położyła dłoń na jego ramieniu, a on spojrzał na nią z takim uśmiechem, że coś we mnie drgnęło. Nie była to zazdrość, nie do końca. To było coś innego – mieszanka wstydu, podniecenia i jakiejś pierwotnej ciekawości, co będzie dalej.
Podeszła do mnie chwilę później, jej biodra kołysały się w rytm kroków. Pochyliła się, szepcząc mi do ucha:
– Idę do łazienki. Ten facet… jest dość nachalny, ale zabawny.
Jej oddech pachniał winem, a ton głosu miał w sobie coś figlarnego. Uśmiechnąłem się, choć w środku coś mi się przewróciło.
– Uważaj na siebie – mruknąłem, a ona tylko przewróciła oczami i odeszła, zostawiając za sobą smugę perfum.
Nie wiem, co mnie tknęło, ale po minucie wstałem i ruszyłem za nią. Może chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku. A może… może chciałem zobaczyć coś więcej. Korytarz prowadzący do toalet był wąski, słabo oświetlony, a drzwi do damskiej łazienki lekko uchylone. Zatrzymałem się, słysząc jej śmiech. Ten sam, który słyszałem przy barze. Zajrzałem przez szparę.
Stał tam. Ten starszy facet. Przycisnął ją do ściany, a ona nie protestowała. Jego dłonie były na jej biodrach, a ona patrzyła na niego z tym błyskiem w oczach, który znałem aż za dobrze. Moje serce zabiło mocniej, ale nie ruszyłem się z miejsca. Stałem jak wryty, patrząc, jak jego usta zbliżają się do jej szyi, a ona odchyla głowę, oddając mu się bez słowa.
– Co ty robisz? – wyszeptał, a jego głos był niski, chropowaty.
– A jak myślisz? – odparła, a w jej tonie było coś wyzywającego.
Wtedy mnie zauważyła. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy. Ale zamiast się odsunąć, ona uśmiechnęła się – tym swoim szelmowskim uśmiechem, który zawsze oznaczał kłopoty.
– Chodź tu – rzuciła, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Nie wiem, jak moje nogi mnie tam zaniosły. Stałem w progu, a facet spojrzał na mnie z uniesioną brwią. Był ode mnie wyższy, masywniejszy, a w jego oczach czaiła się pewność siebie, której ja nigdy nie miałem.
– To twój chłopak? – zapytał, nie odrywając rąk od jej ciała.
– Tak – odpowiedziała, a jej głos brzmiał jak pieszczota. – I lubi patrzeć.
To nie była prawda. A może była? Nie zdążyłem zaprotestować, bo on już się zaśmiał, a potem przyciągnął ją bliżej, całując ją tak, jakby chciał ją pożreć. Stałem tam, czując, jak podłoga ucieka mi spod nóg, a jednocześnie… coś we mnie rosło. Coś mrocznego, gorącego, czego nie potrafiłem nazwać.
Jego dłonie zsunęły się niżej, podciągając jej sukienkę. Widziałem, jak jej ciało reaguje – jak zawsze, kiedy była podniecona. Znałem każdy jej gest, każdy oddech, ale teraz to nie ja go wywoływałem. To on. Starszy, obcy facet, który bez ceregieli brał to, co moje. A ja? Ja patrzyłem. I, cholera, nie mogłem przestać.
– Podoba ci się to, co? – rzucił do mnie, nie odrywając wzroku od niej.
Nie odpowiedziałem. Nie musiałem. Moje milczenie mówiło wszystko.
Stałem tam, w progu tej ciasnej, śmierdzącej papierosami toalety, a świat wokół mnie zdawał się zwalniać. Moja partnerka, moja ukochana, ta, z którą dzieliłem łóżko, poranne kawy i trzy lata życia, była teraz w ramionach kogoś innego. Jego dłonie, szorstkie i pewne, wędrowały po jej ciele, jakby znał je od zawsze. A ja? Ja byłem tylko widzem, sparaliżowanym mieszanką wstydu, złości i – niech to szlag – podniecenia, które pulsowało mi w żyłach jak trucizna.
On nie tracił czasu. Sukienka mojej dziewczyny była już podciągnięta do pasa, odsłaniając jej uda i czarne koronkowe majtki, które kupiłem jej na ostatnią rocznicę. Ironia losu, co? Facet spojrzał na mnie, a w jego oczach błysnęło coś dzikiego, jakby chciał mnie sprowokować.
– Co, nie powstrzymasz mnie? – rzucił, a jego głos brzmiał jak wyzwanie.
Nie odpowiedziałem. Moje usta były suche, a język przykleił się do podniebienia. Ona zaśmiała się cicho, odwracając głowę w moją stronę.
– On nie musi – powiedziała, a jej ton był słodki, ale ostry jak nóż. – On wie, że tego chcę.
To mnie trafiło. Nie to, że ona to robiła, ale to, że mówiła to tak otwarcie, jakby znała mnie lepiej niż ja sam siebie. Może znała. Może od dawna wyczuwała, że gdzieś głęboko we mnie czai się ta chora fascynacja, ten dreszcz, który czułem, gdy wyobrażałem sobie, jak ktoś inny ją dotyka. A teraz to się działo. Na moich oczach.
Facet nie czekał na dalsze zaproszenie. Jednym ruchem zsunął jej majtki w dół, a ona westchnęła, opierając się plecami o zimną ścianę. Widziałem, jak jej ciało się napina, jak jej oddech przyspiesza – znałem te oznaki, ale teraz były dla niego. Jego palce zniknęły między jej udami, a ona zamknęła oczy, oddając się temu całkowicie.
– Patrz na nią – mruknął do mnie, nie odrywając wzroku od jej twarzy. – Patrz, jak jej dobrze.
Patrzyłem. Nie mogłem nie patrzeć. Jej usta rozchyliły się, wydając cichy jęk, a ja poczułem, jak coś we mnie pęka. Nie była to złość, nie była to nawet zazdrość – to była bezradność, która mieszała się z czymś pierwotnym, zwierzęcym. Stałem tam, z rękami zwisającymi bezwładnie, a moje serce waliło tak mocno, że niemal zagłuszało muzykę dobiegającą z sali.
On rozpiął spodnie, a ja odwróciłem wzrok – tylko na sekundę, bo zaraz coś mnie zmusiło, żeby spojrzeć z powrotem. Nie chciałem tego widzieć, a jednocześnie chciałem. Moja ukochana otworzyła oczy i spojrzała na mnie, a w jej spojrzeniu było wszystko – pożądanie, władza, może nawet litość.
– Chodź bliżej – szepnęła, wyciągając do mnie rękę.
Nie wiem, jak to się stało, ale posłuchałem. Stałem teraz pół metra od nich, czując zapach jej perfum zmieszany z jego potem. On chwycił ją za biodra, unosząc ją lekko, a potem wszedł w nią jednym płynnym ruchem. Jęknęła głośno, a ja poczułem, jak podłoga pod moimi stopami się zapada. To nie był delikatny seks, nie było w tym nic romantycznego – to było surowe, brutalne, jakby chciał ją sobie podporządkować. A ona? Ona to uwielbiała. Widziałem to w jej oczach, w tym, jak jej paznokcie wbijały się w jego ramiona, jak jej ciało falowało w rytm jego ruchów.
– Podoba ci się? – zapytał mnie znowu, a jego głos był teraz zdyszany, ale wciąż pewny. – Patrz, jak ją rżnę. Twoją dziewczynę.
Nie odpowiedziałem, ale moje milczenie było odpowiedzią. Stałem tam, czując, jak krew dudni mi w uszach, jak moje ciało reaguje wbrew mojej woli. To było upokarzające, ale jednocześnie… podniecające. Nie potrafiłem tego wytłumaczyć. Każdy jej jęk, każdy ruch jego bioder wbijał mi się w głowę jak gwóźdź, a ja nie mogłem się ruszyć, nie mogłem przestać patrzeć.
Ona wyciągnęła rękę i dotknęła mojego ramienia, jakby chciała mnie uspokoić. Ale to nie był gest pocieszenia – to był gest władzy.
– Jesteś taki słodki, kiedy patrzysz – wyszeptała, a potem znów zamknęła oczy, oddając się temu facetowi całkowicie.
On przyspieszył, a łazienka wypełniła się dźwiękami – jej oddechami, jego pomrukami, mokrym odgłosem ich ciał. Stałem tak blisko, że czułem ciepło bijące od nich, że widziałem pot spływający po jego karku. Moja partnerka zaczęła drżeć, jej nogi zacisnęły się wokół jego bioder, a ja wiedziałem, co się zbliża. Znałem ten moment, ten punkt, w którym traciła kontrolę. I wtedy to się stało – krzyknęła, jej ciało wygięło się w łuk, a on nie przestawał, pchając ją przez falę orgazmu, jakby chciał ją rozedrzeć na kawałki.
Patrzyłem na to wszystko, a w mojej głowie kłębiły się myśli, których nie potrafiłem uporządkować. Byłem wściekły, byłem zraniony, ale przede wszystkim byłem… zahipnotyzowany. Kiedy on w końcu zwolnił, dysząc ciężko, spojrzał na mnie z triumfem w oczach.
– Twoja kolej? – rzucił, a ja poczułem, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.
Ona zaśmiała się cicho, wciąż oparta o ścianę, z rozmazaną szminką i błyszczącymi oczami.
– Nie sądzę – mruknęła, patrząc na mnie z tym swoim uśmiechem. – On woli patrzeć.
I miała rację. Cholera, miała rację.